Dlaczego moje efekty buczą i szumią- To pytanie zadaje sobie większość początkujących gitarzystów. W tym wpisie postaram się krótko opisać przyczyny tego problemu i sposoby radzenia sobie z nim.
Więc na początek - skąd się bierze ten uprzykrzających brum po podłączeniu efektu do wzmacniacza, gdy bez efektu wszystko jest w porządku? Buczenie ma swoje źródło. Gdy używamy kostki z baterią wszystko będzie w porządku. Problem zacznie się, gdy do efektu podłączymy winowajcę wszystkich szumów - zasilacz.
Początkujący gitarzyści kupując efekt mogą uważać, że do ich zasilania wystarczy "byle jaki" zasilacz, byle by dawał 9V i miał odpowiednią polaryzację (choć i z tym zdarzają się problemy, nie każdy efekt musi mieć zabezpieczenie przed odwrotną polaryzacją i wtedy co? mamy jedno miejsce więcej w pedalboardzie :))
Początkujący gitarzyści kupując efekt mogą uważać, że do ich zasilania wystarczy "byle jaki" zasilacz, byle by dawał 9V i miał odpowiednią polaryzację (choć i z tym zdarzają się problemy, nie każdy efekt musi mieć zabezpieczenie przed odwrotną polaryzacją i wtedy co? mamy jedno miejsce więcej w pedalboardzie :))
Wiemy już, że za wszelkie szumy i buczenia są odpowiedzialne zasilacze. "A Metallica też używa zasilaczy, i jakoś im nic nie szumi!". A własnie, tutaj napotykamy się na rodzaj użytego zasilacza. Zazwyczaj tanie zasilacze są to zasilacze niestabilizowane - takich NIE UŻYWAMY. Nie posiadają one układu stabilizującego prąd, i dlatego to brumienie, które występuje po podłączeniu takiego zasilacza jest tak naprawdę prądem, który można dosłownie usłyszeć. Układ stabilizujący ma za zadanie "wyprostowanie" zasilania i pozbawienie go z różnych defektów. To tak jak oczyszczalnia oczyszcza wodę z zanieczyszczeń - przecież nie będziemy pić brudnej wody! :) Dlatego do efektów kupujmy zasilacze stabilizowane, które takowy układ posiadają i nie musimy się martwić szumami. Są one oczywiście droższe, ale jeżeli ktoś gra na scenie m.in tak jak ja to musi taki zasilacz posiadać. Przecież na próbie też trzeba się dogadać - a niekiedy brumy nie dają spokoju. Warto także wyposażyć się w dobrze ekranowane kable i bramkę szumów. Nie musimy od razu rzucać się na drogie zasilacze typu Pedal Power, na początek wystarczy dobry zasilacz, kosztujący ok. 50-100 zł i około 1,2 A mocy (1200mA). To powinno wystarczyć na dobre 4-6 efektów. Przy wyborze zasilacza sprawdźmy również ile mocy pobierają nasze efekty (np. multiefekt pobierze około 500 mA, a tuner 100 mA) i dodajmy do siebie te wartości. Będzie nam łatwiej przy wyborze ile mocy potrzebujemy. Zawsze zaopatrzmy się w pewien zapas mocy (około 300-500 mA zapasu).
Kupujmy również zasilacze impulsowe, ważą one dużo mniej od transformatorowych, które z resztą już same wychodzą z użytku i także wydzielają mniej ciepła, a to że nie posiadają transformatora sprawia że są malutkie i mieszczą się w każdym pedalboardzie. Jeżeli jest to zasilacz z reuglowanym napięciem, ustawmy wskaźnik na napięcie, które potrzebujemy i zaklejmy taśmą. Uwierzcie - na scenie dzieją się różne rzeczy i przypadkiem nie chcemy sobie spalić całego pedalboardu jednym "przypadkowym" kopnięciem w zasilacz i zmianą napięcia wychodzącego.
Uważajmy również na polaryzację - efekty typu BOSS mają zawsze minus w środku. Z tyłu efektu jest ZAWSZE napisane jaką polaryzację posiada. Jeżeli jeden z naszych efektów posiada odwrotną polaryzację w stosunku do reszty - możemy samemu zrobić taki kabelek z odwróconą polaryzacją. To kosztuje mało, a nie trzeba kupować innego zasilacza.
Na koniec pamiętajcie o trzech złotych zasadach, aby pozbyć się szumu w naszym sprzęcie gitarowym - zasilacz stabilizowany, dobrze ekranowane kable i bramka szumów.
Pozdrawiam!
Frota

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz